<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>MyPC - Mój Komputer</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl</link>
<description></description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title>Xbox 360 Prince of Persia: Zapomniane Piaski</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=22#p22</link>
<guid isPermaLink="false">22@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" src="http://img.game.co.uk/ml/3/4/6/8/346854ps_500h.jpg" alt="http://img.game.co.uk/ml/3/4/6/8/346854ps_500h.jpg" /><br /><br /><strong>Recenzja</strong><br /><br />Wybaczcie przydługi wstęp, ale muszę to powiedzieć: przyznaję się bez bicia &#8211; jeszcze kilka miesięcy temu w ogóle nie wierzyłem w ten produkt. Po Zapomnianych piaskach spodziewałem się wyłącznie niegodnego uwagi gniota, którego jedynym celem będzie wydojenie kasy od fanów, marzących o powrocie ich ulubionego bohatera. Optymizmem nie napawało mnie przede wszystkim to, że Ubisoft koniecznie chce zdążyć z wydaniem nowych przygód Księcia na premierę filmu. W końcu proces produkcji gry do najkrótszych nie należy, a sztywne terminy raczej krępują ręce twórcom, niż pozwalają rozwinąć skrzydła. Nadziei nie budziła także nagła chęć powrotu do trylogii Piasków Czasu. Co prawda eksperyment w postaci gry Prince of Persia z 2008 roku nie znalazł uznania wśród sporej części graczy (dla przykładu &#8211; ja wytrzymałem z nim niespełna dwie godziny), ale miał też swoich zagorzałych zwolenników. Poza tym, co z tą podkreślaną w wywiadach chęcią odświeżenia marki? Miał nią być powrót do trylogii, definitywnie zamkniętej kilka lat temu? Co zatem z fabułą nowej gry, która miała opowiedzieć o życiu Księcia pomiędzy Piaskami Czasu a Duszą wojownika? Przecież w trylogii zmajstrowana przez Ubisoft Montreal historyjka momentami ledwo trzymała się kupy, a tu jeszcze próbuje się wcisnąć na siłę kolejny epizod.<br /><br /><img class="postimg" src="http://img813.imageshack.us/img813/1262/1359617718.jpg" alt="http://img813.imageshack.us/img813/1262/1359617718.jpg" /><br /><br />W takich oto nastrojach przystąpiłem kilka tygodni temu do testowania wersji prasowej i po spędzeniu z nią dłuższego czasu doszedłem do wniosku, że nie jest źle. Powiem więcej &#8211; stwierdziłem, że Zapomniane piaski prezentują się zaskakująco dobrze &#8211; gra nie tylko powiela to co najlepsze w pamiętnej trylogii, ale również dodaje nieznane wcześniej, bardzo ciekawe rozwiązania. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, zacząłem z coraz większą niecierpliwością wypatrywać pełnej wersji gry. I co? Warto było czekać? Zobaczcie sami.<br /><br />Akcja Zapomnianych piasków rozgrywa się w trakcie siedmioletniej przerwy, jaka miała miejsce pomiędzy wydarzeniami opowiedzianymi w Piaskach Czasu i Duszy wojownika. Okazało się, że twórcy nie mieli najmniejszych problemów z dopisaniem kolejnego epizodu do znanej już doskonale historii, bo Książę kończył pierwszą odsłonę trylogii z czystą kartą i na dobrą sprawę później mogło wydarzyć się wszystko. Wybrano więc wariant bezpieczny.<br /><br />W fabułę gry wprowadza bardzo ładna introdukcja, w której jesteśmy świadkami przybycia Księcia do twierdzy rządzonej przez jego brata Malika. Drugi z potomków króla Sharamana nie ma łatwego życia &#8211; jego włości są aktualnie atakowane przez olbrzymią armię, która sukcesywnie prze naprzód i wdziera się coraz dalej w głąb fortecy. Przeczuwając nadchodzącą klęskę, Malik decyduje się sięgnąć po ostateczne rozwiązanie i udaje do krypty w świątyni Salomona, by za pomocą magicznej pieczęci uwolnić mityczne wojsko i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.<br /><br />Tradycyjnie już wszystko wali się z chwilą wykorzystania artefaktu. Pieczęć uwalnia Piaski, które zamieniają w posągi prawie wszystkich żołnierzy, jacy znajdują się w twierdzy. Jednocześnie spod ziemi wyrasta armia bezwzględnych szkieletów, które rozpoczynają polowanie na pozostałych przy życiu ludzi. Należą do nich również Książę i Malik. Bracia natychmiast przystępują do walki z zagrożeniem, szukając sposobu na unicestwienie hordy nieumarłych.<br /><br />Zapewne zastanawiacie się, jak powyższa opowiastka wpisuje się w pozostałe odcinki trylogii. Odpowiedź jest prosta: nijak. Fabuła Zapomnianych piasków to zupełnie odrębny epizod, który nie ma związku ani z wcześniejszymi, ani z późniejszymi przygodami Księcia Persji. W całej grze bohater wypowiada dwie kwestie, które odnoszą się do poprzednich wydarzeń: jedna dotyczy Farah, druga tytułowych Piasków. I to wszystko.<br /><br />Zdecydowanie bliższa pamiętnej trylogii jest sama konstrukcja gry, w której występuje wyraźny podział na część zręcznościową (akrobatyka) i bitewną (walki z przeciwnikami). Pod względem budowy Zapomniane piaski do złudzenia przypominają to, co widzieliśmy wcześniej, np. w Duszy wojownika. Są nawet specjalnie wydzielone fragmenty, których celem jest pokonywanie korytarzy najeżonych wymyślnymi pułapkami. Wniosek jest zatem prosty: jeśli kochacie Księcia Persji z okresu sagi o Piaskach Czasu, to nowy produkt Ubisoftu jest stworzony idealnie dla Was.<br /><br />Od strony zręcznościowej Zapomniane piaski są absolutnie bez zarzutu. Trzeba nieźle kombinować, żeby przedrzeć się przez kolejne lokacje, najpierw odnajdując ten jedyny, właściwy sposób na pokonanie danego problemu, a następnie realizując go w praktyce. Zapomnijcie o poprzedniej grze, która przechodziła się praktycznie sama &#8211; tutaj wiele razy będziecie zmuszeni zatrzymać się, by przemyśleć kolejne posunięcia. Oprócz trudnych sekcji zręcznościowych, wymagających maksymalnego skupienia, dostaniecie także szansę rozwiązania kilku zagadek logicznych &#8211; z reguły związanych z przestawianiem kół zębatych oraz innych mechanizmów. Co prawda nie należą one do zbyt skomplikowanych, ale od czasu do czasu rozruszają Wasze szare komórki.<br /><br /><img class="postimg" src="http://img823.imageshack.us/img823/2042/1359617734.jpg" alt="http://img823.imageshack.us/img823/2042/1359617734.jpg" /><br /><br />Jeśli chodzi o samą akrobatykę, autorzy nie tylko skorzystali z dobrze znanych rozwiązań, ale wprowadzili również nowe, zaskakujące pomysły. Przy okazji testu wersji beta wynosiłem pod niebiosa możliwość natychmiastowej zamiany wody w lód i związanych z tym atrakcji &#8211; jak się okazało, w pełnej wersji gry pojawiły się dodatkowe dwie moce, które wpływają na sposób poruszania się Księcia po kolejnych planszach. Pierwszą z nich jest lot nurkowy, który wykonuje się w kierunku innych istot żywych &#8211; z jego pomocą można pokonywać przepaście, a nawet poruszać się w powietrzu, o ile w okolicy przebywają czarne ptaki, pełniące funkcję przystanków w podniebnych podróżach. Drugą z nowości jest możliwość odtwarzania plansz na podstawie wspomnień Razii &#8211; dżina pomagającemu nam w trakcie całej przygody. Po zdobyciu tej umiejętności gracz widzi na ekranie nieistniejące fragmenty lokacji, które urzeczywistniają się dopiero po naciśnięciu odpowiedniego przycisku. We właściwym momencie trzeba tę wiedzę wykorzystać, by np. złapać się materializującego się na naszych oczach drążka czy wskoczyć na niewidoczny wcześniej podest. Pomysł jest po prostu kapitalny i niesamowicie urozmaica typowy dla Księcia sposób przemierzania świata.<br /><br />Największym atutem Zapomnianych piasków jest jednak wspomniane wcześniej zamrażanie wody. Książę może w dowolnym momencie zamienić w lód każdą życiodajną ciecz, bez względu na to, czy będzie to tryskający ze ściany strumień, czy też ogromny wodospad. W zależności od tego, co zamrażamy, otrzymany efekt jest inny. Lejąca się z rury woda natychmiast przemienia się w słup, po którym można się wspinać, natomiast po zlodowaceniu wodospadu uzyskujemy twardą ścianę, po której można biegać, a także odbijać się od niej.<br /><br />Wykorzystanie wszystkich tych umiejętności jest kluczem do sukcesu w grze. Konstrukcja plansz, zwłaszcza w późniejszej fazie zmagań, zmusza do szybkich i prawidłowych reakcji na piętrzące się na naszej drodze problemy, a wszelkie błędy są natychmiast surowo karane. Są takie momenty w Zapomnianych piaskach, że w ciągu paru sekund musimy przedrzeć się np. przez sześć wodospadów, zamrażając tylko niektóre z nich i wykorzystując je jako punkt oparcia dla kolejnego skoku. Jeśli dodamy do tego inne przeszkody, które cały czas utrudniają wykonywanie akrobacji, dojdziemy do słusznego wniosku, że konstruując etapy autorzy wykonali kawał świetnej roboty.<br /><br />O ile do zręcznościowej części gry trudno się przyczepić, o tyle walka &#8211; drugi, niezwykle istotny składnik każdej produkcji z serii Prince of Persia &#8211; pozostawia sporo do życzenia. Największą zmianą w stosunku do poprzednich odsłon jest brak predefiniowanych kombosów. Ciosy zadajemy w bardzo prosty sposób: wciskając bądź przytrzymując przycisk odpowiedzialny za wykonanie akcji. W pierwszym przypadku Książę tnie wrogów mieczem szybko, ale niezbyt mocno, w drugim natomiast potrafi przyłożyć ze zdecydowanie większą siłą, ale zbierając energię potrzebną do uderzenia, na chwilę zamiera w bezruchu. W grze dostępny jest ponadto kopniak, który sam w sobie nie jest bronią ofensywną. Z jego pomocą można wytrącać z równowagi wrogów wyposażonych w tarcze oraz zrzucać przeciwników w przepaść. Bloku w ogóle nie ma &#8211; w sytuacji kryzysowej nasz bohater może jedynie przeturlać się we wskazanym kierunku, unikając kontaktu z oponentami.<br /><br /><img class="postimg" src="http://img203.imageshack.us/img203/3513/1359617750.jpg" alt="http://img203.imageshack.us/img203/3513/1359617750.jpg" /><br /><br />Dodatkiem do niezwykle oszczędnego garnituru ciosów są moce specjalne, kupowane za zdobyte w walce punkty doświadczenia (skojarzenia z serią God of War są tu jak najbardziej na miejscu). Nasz śmiałek może udoskonalać w ten sposób cztery zaklęcia &#8211; jedno defensywne (tarczę z kamienia) i trzy ofensywne (przeszywającą oponentów falę lodu, kroczącą za bohaterem ścieżkę ognia, która trawi dotknięte nią stwory, i potężne uderzenie wiru powietrza). Bez wątpienia najbardziej użyteczne jest pierwsze z nich, gdyż przez kilkanaście sekund zabezpiecza postać przed odniesieniem jakichkolwiek obrażeń. Pozostałe moce również okazują się przydatne, zwłaszcza podmuch, który potrafi mocno przetrzebić szeregi otaczających naszego śmiałka wrogów. Manę potrzebną do korzystania z zaklęć zdobywamy, zabijając przeciwników oraz niszcząc leżące tu i ówdzie wazy. Podobnie wygląda kwestia regeneracji sił witalnych. Książę nie leczy się już, pijąc wodę (ta w Zapomnianych piaskach nabrała zupełnie innego znaczenia), ale gromadząc czerwone kule energii, wypadające z dzbanów, garnków itp.<br /><br />Na podstawie powyższego opisu mechanika walki może wydać się dość uboga, ale w Zapomnianych piaskach takie rozwiązania w zupełności wystarczają, by szerzyć wojnę, śmierć i zniszczenie. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: wrogowie nie stanowią praktycznie żadnego wyzwania. Podczas całej przygody unicestwicie co najmniej kilka tysięcy potworów (tak, to nie żart!) i nawet w sytuacji, gdy zostaniecie otoczeni przez pięćdziesięciu agresorów naraz, nigdy nie będziecie na straconej pozycji. Twórcy postawili na widowiskowość starć, zapominając o tym, że walka musi być odpowiednim wyzwaniem. W rezultacie Książę stał się tak skuteczną maszyną do zabijania, że w niczym nie ustępuje Kratosowi w serii God of War. Absurdalna pod tym względem jest zwłaszcza końcówka gry, gdzie nasz śmiałek musi położyć pokotem setkę, a może nawet znacznie więcej szkieletów, broniących dostępu do finałowej lokacji. Z pokonaniem owej hordy ożywieńców nie ma żadnych problemów &#8211; dzięki zdobytej chwilę wcześniej broni Książę ubija kolejnych przeciwników tak łatwo, jakby odganiał się od much. Niepotrzebne są nawet magiczne zdolności.<br /><br />Zdecydowanie bardziej skomplikowane są w Zapomnianych piaskach starcia z bossami, ale i tu nie ma się za bardzo czym podniecać &#8211; potyczki takie należą do rzadkości i w zasadzie tylko dwie z nich naprawdę zasługują na uwagę. Pojawiające się od czasu do czasu ogromne stwory, które na początku zmagań wzbudzają respekt, w późniejszej fazie rozgrywki również przestają być jakimkolwiek wyzwaniem. Książę jest po prostu zbyt mocny, a o podniesieniu poziomu trudności rozgrywki nie ma w ogóle mowy &#8211; gra oferuje bowiem stopień normalny... i łatwy. Szkoda.<br /><br />Pod względem technicznym oprawa wizualna Zapomnianych piasków stoi na przeciętnym poziomie &#8211; najnowsze dzieło Ubisoftu prezentuje się wyraźnie gorzej niż Assassin&#8217;s Creed II, choć obie gry pracują na tym samym silniku. Na brak fajerwerków można jednak przymknąć oko, gdyż ogólnie nowy Książę wypada całkiem przyzwoicie &#8211; w tego typu produkcjach duże znaczenie ma projekt i wygląd poszczególnych lokacji, a na te narzekać raczej nie można. Jeśli zaś chodzi o udźwiękowienie, z zadowoleniem przyjąłem fakt, że w rolę Księcia ponownie wcielił się Yuri Lowenthal (Piaski Czasu, Dwa trony). Z muzyką było już nieco gorzej, bo Ubisoft po raz pierwszy od lat zrezygnował z usług Stuarta Chatwooda i Inona Zura. Odpowiedzialny za część utworów Steve Jablonsky co prawda dał radę, ale pozostałe kawałki, przygotowane przez innego kompozytora, już takie dobre nie są i na pewno nie zapadną w pamięć tak jak soundtracki z trylogii<br /><br /><img class="postimg" src="http://img97.imageshack.us/img97/6213/1359617765.jpg" alt="http://img97.imageshack.us/img97/6213/1359617765.jpg" /><br /><br />Po dziewięciogodzinnej przygodzie z Zapomnianymi piaskami mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nowy produkt Ubisoftu ma dwa oblicza. Z jednej strony gra potrafi zachwycić przemyślaną i wciągającą częścią akrobatyczną, głównie dzięki świetnym usprawnieniom w doskonale znanej mechanice. Nie da się jednak ukryć, że na drugim biegunie znajduje się walka &#8211; prosta, niezbyt trudna i cholernie widowiskowa, bo nastawiona na totalną rzeź. Pewnie Książę anihilujący dziesiątki stworów naraz przypadnie komuś do gustu, ale ja tego nagłego zwrotu w stronę Kratosa nie kupuję. Walka w Prince of Persia zawsze będzie kojarzyć mi się z technicznymi sztuczkami (wykorzystanie środowiska, kombosy), a nie z totalną jatką, której dokonuje się, waląc paluchem w jeden przycisk.<br /><br />Zdanie o Zapomnianych piaskach mam dziś zdecydowanie lepsze niż kilka miesięcy temu, kiedy wydawały mi się nikomu niepotrzebną zapchajdziurą w kultowej trylogii. Przyznam szczerze, że w przeciwieństwie do wydanej w 2008 roku poprzedniczki tym razem bawiłem się całkiem nieźle &#8211; głód był tak ogromny, że całą grę ukończyłem jednego dnia w dwóch podejściach. Powrót Księcia zaliczam więc do udanych, choć nie będę wciskał Wam kitu, że jest to arcydzieło. Nie jest. Dusza wojownika nadal pozostanie dla mnie najlepszym PoP-em w historii. Zapomniane piaski w moim prywatnym rankingu znalazły się tuż za Dwoma tronami, które do niedawna zamykały zestawienie najlepszych odsłon sagi o Piaskach Czasu.<br /><br /><strong>Teraz Plusy i Minusy Gry</strong><br /><br /><strong>PLUSY:</strong><br /><br />&nbsp; &nbsp; * kapitalnie zrealizowana akrobatyka, która nie tylko powiela najlepsze rozwiązania z trylogii, ale przynosi ciekawe, oryginalne pomysły;<br />&nbsp; &nbsp; * odpowiednio trudna w części zręcznościowej gra nie przechodzi się sama;<br />&nbsp; &nbsp; * od czasu do czasu zmusza do wysilenia szarych komórek;<br />&nbsp; &nbsp; * bardzo ładne i zróżnicowane lokacje;<br />&nbsp; &nbsp; * świetny klimat, nasuwający skojarzenia z trylogią.<br /><br /><strong>MINUSY:</strong><br /><br />&nbsp; &nbsp; * zaniedbana walka: niewielka różnorodność ciosów, brak kombosów i bardziej skomplikowanych technik, niewymagający przeciwnicy;<br />&nbsp; &nbsp; * przeciętna jakość techniczna oprawy wizualnej;<br />&nbsp; &nbsp; * rozczarowująca fabuła, brak nawiązań do trylogii.<br /><br /><br /><br /><strong>Pisał Dla Was David</strong>]]></description>
<pubDate>Sobota 12 Czerwiec</pubDate>
<comments>Sobota 12 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>PC Need for Speed Shift</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=21#p21</link>
<guid isPermaLink="false">21@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" src="http://merlin.pl/Need-for-Speed-Shift_Electronic-Arts,images_big,6,EAP07706643.jpg" alt="http://merlin.pl/Need-for-Speed-Shift_Electronic-Arts,images_big,6,EAP07706643.jpg" /><br /><p class="center"> <strong>Recenzja</strong> <br /><br />Jak co roku o tej porze fani nieśmiertelnego Need for Speed wyczekują z niecierpliwością, co też tym razem wysmaży Electornic Arts. Ostatnie dania nie należały do najsmaczniejszych, a mnie osobiście zdatna do spożycia potrawa trafiła się... dziewięć lat temu. Od czasu, kiedy film Szybcy i wściekli zaczął wywierać tak olbrzymi wpływ na producentów gier i w każdym niemal tytule musiał pojawić się tuning rodem z cyrku lub piersiaste małolaty wywijające chusteczką na starcie wyścigu, przerwałem swoją przygodę z serią NFS. Gdy jednak Internet zahuczał, że po tragicznym Undercover wydawca wziął się w końcu w garść i zatrudnił prawdziwych speców od wyścigów, zacząłem pilnie nasłuchiwać wszelkich wiadomości. Co się stało, kiedy kurier dotarł do mnie z upragnionym kawałkiem plastiku i dlaczego nigdy więcej nie zagram w multiplayera w Need for Speed Shift z nieznajomymi, przeczytacie poniżej.<br /><br />Electronic Arts od jakiegoś czasu jest firmą, która uczy się na własnych błędach, wyciągając z porażek trafne wnioski. Jakość marki Need for Speed wraz z premierami kolejnych gier leciała na łeb na szyję i trzeba było jakoś ratować sytuację. Z pomocą przyszła pamięć o przodku, czyli wielkim Porsche Unleashed, oraz (chyba w znacznie większym stopniu) niewątpliwy sukces Race Driver: GRID. Przynajmniej tak można to sobie teraz tłumaczyć, bo choć Shift od tytułu Codemasters różni wiele, to co najmniej drugie tyle je łączy. W obu grach postawiono na widok z kokpitu samochodu, zamknięte trasy, przepyszną oprawę graficzną, trójwymiarową, reagującą na to, co dzieje się na torze, publiczność i efektowne wrażenia płynące z jazdy. Na tym jednak podobieństwa się kończą, bowiem obie gry dzieli przede wszystkim zupełnie inny model jazdy bez włączonych asyst, całkowicie inny system rozwoju kierowcy oraz fakt, że Shift pozwala nie tylko pobawić się w mechanika-amatora, ale także w lakiernika czy fotografa. <br /><br /><img class="postimg" src="http://img809.imageshack.us/img809/5118/111695093.jpg" alt="http://img809.imageshack.us/img809/5118/111695093.jpg" /><br /><br />Porównanie na linii Shift-GRID moim zdaniem pomyślniej wypada dla tego pierwszego. Dzieło ekipy Slighty Mad Studios, a więc ludzi, którzy już wcześniej mogli pochwalić się tak poważną produkcją jak GTR 2, budzi respekt &#8211; pomimo że siłą rzeczy za sprawą wydawcy musi być skierowane do znacznie szerszego audytorium, to jednak deweloperom udało się przemycić w nim sporą dawkę wyścigowej powagi.<br /><br />Bodaj największym plusem w przypadku Shift jest zastosowany fizyczny model jazdy. Bez korzystania z pomagających w kierowaniu opcji wymaga skupienia, uwagi, a w przypadku zabawy na poziomie trudnym, również poświęcenia dużej ilości czasu na opanowanie danego typu samochodu. Auta z napędem na tylną oś zachowują się jak wściekłe bestie, rzucając się na zakrętach we wszystkie strony. Zrobienie &#8222;bączka&#8221; w BMW M3 czy w Maździe RX-7 przy zbyt szybkim wchodzeniu w zakręt lub choćby w trakcie hamowania przy jednoczesnym niewielkim skręcie kół jest na porządku dziennym. Nieraz wystarczy przy dużej prędkości nieopatrznie przejechać kołami po tarce czy nawet musnąć trawnik i już lądujemy w zagajniku. Podstawą jest lekkie dozowanie gazu i delikatne naciskanie na pedał hamulca. Sprawa ma się znacznie lepiej z samochodami z napędem przednim (tych jest bardzo niewiele) lub z napędem na wszystkie koła. Audi TT czy jeszcze lepiej Mitsubishi Lancer Evolution to najlepsze pojazdy do nauki odpowiedniego brania zakrętów, za co zresztą jesteśmy odpowiednio nagradzani przez system.<br /><br />Powiem szczerze, że po pierwszym uruchomieniu gry i przejechaniu wyścigu wstępnego, doznałem lekkiego szoku. Jak to tak? Przecież to nie może być Need for Speed &#8211; ta seria, w której od samej jazdy ważniejszy był pusty blichtr i naklejki na zderzaku. Tymczasem okazało się, że uruchomiłem poważne i wymagające wyścigi. Co prawda rozpoczynały się podobną przestrogą o ściganiu się w miejscach do tego przeznaczonych, ale niewygłaszaną już przez jakąś anonimową gwiazdkę zza Wielkiej Wody. Po cichu liczyłem, że ujrzę może Igę Wyrwał, która została wybrana w naszym kraju twarzą tej odsłony NFS. Jak się okazało, musiał mi wystarczyć sam czarny ekran z odpowiednim napisem. I bardzo dobrze. Takie było pierwsze wrażenie. Jednak z wraz z kolejnymi godzinami spędzonymi w kokpitach sportowych wózków mój entuzjazm malał, malał i malał, by po pogodzeniu się z kilkoma zastosowanymi rozwiązaniami znaleźć się na obecnym poziomie.<br /><br /><p class="center"><img class="postimg" src="http://img811.imageshack.us/img811/5530/111695109.jpg" alt="http://img811.imageshack.us/img811/5530/111695109.jpg" /><br /><br />Zabawę rozpoczynamy z niewielką gotówką, której ilość zależy od tego, jak poradziliśmy sobie we wspomnianym wcześniej wyścigu wstępnym. Możemy kupić tylko jedno auto, ale że w garażu i tak, póki co, mamy jedynie dwa miejsca, więc nie ma tragedii. Potem możemy zacząć się już na poważnie ścigać. W trybie kariery przygotowano mnóstwo mniej lub bardziej ciekawych wydarzeń, które odblokowujemy poprzez zdobywanie specjalnych gwiazdek. Te ostatnie są najważniejszym elementem mechaniki gry i przyznawane są za zajęcie miejsca na podium, zdobycie odpowiedniej liczby małych punktów lub wykonanie konkretnego zadania na torze. Niestety, tu zaczynają się również pojawiać pewne dziwactwa. Jak bowiem inaczej nazwać polecenie zepchnięcia kogoś z trasy lub obrócenia czterech przeciwników? Jasne, życie to nie gra, ale wyobraźcie sobie, że Kubica dostaje nagle od zespołu BMW zadanie staranowania Hamiltona. Następnym wyścigiem, w jakim brałby wtedy udział nasz krajan, byłby zapewne wyścig taczek na budowie u jakiegoś włoskiego mafiozo. Można sobie jedynie wytłumaczyć, że do studia deweloperskiego wkroczył nagle ktoś wyglądający groźnie i żądający, aby nowy NFS służył nie tylko do grania, gdyż ma się także koniecznie podobać amerykańskim nastolatkom. Pozwoliłem sobie tutaj na odwołanie się do pewnego stereotypu, bowiem akurat Shift jest wyjątkowo europejski. W gatunku wyścigów samochodowych nastąpiła nieoczekiwana zmiana miejsc. Podczas gdy niedawno wydany DiRT 2 wprost pachnie piaskiem z pustyni w Utah i filmikami z Kenem Blockiem w roli głównej, o tyle w produkcji EA jest znacznie bardziej konserwatywnie. Szkoda więc, że zabrakło konsekwencji.<br /><br />Małe punkty przyznawane są na bieżąco za to, co dzieje się w trakcie wyścigu. Jesteśmy nagradzani za trzymanie się optymalnego toru jazdy, odpowiednie branie zakrętów, bezkolizyjne wymijanie czy draftowanie za samochodem rywala. Z drugiej strony także nasze bezwzględne działania nie pozostają bez punktów. Przepychanie się, obrócenie drugiego auta, poślizg przy wchodzeniu w zakręt też są premiowane. Przypomina to trochę system uczynków dobrych i złych z Fable. Tyle tylko, że w NFS kierowca może być bardziej precyzyjny lub agresywny, co zresztą przekłada się na wygląd naszego logo, które zmienia się z każdym kolejnym zdobytym poziomem doświadczenia. Dzięki temu odblokowujemy też nowe trasy, samochody, miejsca w garażu, naklejki, opony czy rodzaj dostępnego lakieru.<br /><br />Gra oferuje kilka rodzajów wyścigów. Oprócz zwykłego ścigania się samochodów tej samej klasy mamy także próby czasowe (które w zasadzie wyglądają identycznie jak wyścig, bowiem na trasie są też pozostali kierowcy), drifting, wyścigi tych samych modeli aut, producentów lub też tzw. zadania specjalne, w trakcie których dorabiamy się dodatkowych gwiazdek. Co mi się bardzo podoba, to fakt, że każdy z dostępnych w grze trybów wpływa na punkty zdobyte w karierze. Możemy więc piąć się po kolejnych jej szczebelkach, ale równie dobrze możemy wybrać opcję szybkiego startu, ustawić liczbę ścigających się kierowców (do 15) i okrążeń (do 20), wziąć dowolny tor lub jego odcinek (Nordschleife został odpowiednio pocięty), wypożyczyć któryś z superwózków i rozpocząć zabawę. Albo też od razu wskoczyć w multiplayer i pojedynkować się z rywalami w systemie pucharowym lub wziąć udział w zawodach rankingowych. Istnieje tu więc pełna dowolność wyboru, choć trzeba liczyć się z tym, że w ten sposób nie zdobędziemy ani jednej gwiazdki. Druga sprawa to osoby siedzące po drugiej stronie kabla, wśród których być może przodują fani serii przyzwyczajeni do obijania się o bandy i przepychanek na każdym zakręcie. Próbowałem wiele razy i tyleż samo wściekły wychodziłem z powrotem do menu. Wyścig ze zgraną paczką znajomych i owszem, z przypadkowymi osobami natomiast nigdy więcej. Niemniej jednak powyższa uwaga dotyczy w zasadzie większości gier wyścigowych.<br /><br /><p class="center"><img class="postimg" src="http://img821.imageshack.us/img821/3048/111695125.jpg" alt="http://img821.imageshack.us/img821/3048/111695125.jpg" /><br /><br />Chwaliłem już model jazdy, niestety nie mogę powiedzieć tego samego o uszkodzeniach i fizyce aut, kiedy te oderwą choćby na chwilę koła od jezdni. Zniszczenia wizualne są tyleż brzydkie, co zupełnie nierealistyczne. Istnieje tutaj więc pewien dysonans, który mnie osobiście nie dziwi. To NFS, a on koniec końców ma sprawiać frajdę również osobom, które chcą tylko sobie pojeździć. Walenie o bandy zwykle nie kończy się żadnymi konsekwencjami poza oczywistym zatrzymaniem się na chwilę i trzeba naprawdę dużej prędkości, żeby poczuć, że auto zaczęło troszkę samo skręcać. Można to przeboleć, ale to, co dzieje się z fruwającymi dookoła samochodami, jest już straszne. Wystarczy uderzyć z dużą siłą w tył innego auta i to nagle niemalże przefruwa ponad nami. To chyba jednak zamierzony efekt. A zdarzają się samochody podrzucone w górę i jadące przez chwilę na przykład po ścianie. To wprawdzie skrajna sytuacja i zaobserwowałem ją tylko raz, niemniej jednak wystąpiła.<br /><br />Sztuczna inteligencja jeździ bardzo agresywnie, co akurat niektórym może się podobać. Dzięki temu gra jest jeszcze bardziej widowiskowa. Kierowcy często nie mieszczą się w zakrętach, wywołując przy tym chmury kurzu, przepychają się, kręcą &#8222;bączki&#8221;. Trzeba mieć czasem oczy dookoła głowy, żeby nie wpaść przypadkiem na takiego delikwenta. Jednocześnie pilnują swego toru jazdy i łatwo nie oddają pozycji. To wszystko może się podobać, ale jednocześnie bardzo skutecznie utrudnia dojechanie do mety. Niestety, w karierze wyścigi mają po dwa okrążenia i jeżeli jesteśmy akurat na krótkim torze lub skróconej wersji dłuższego, po wypadnięciu z trasy nie mamy najmniejszych szans na dogonienie czołówki. Na niższym poziomie trudności nie jest to takie dokuczliwe, a asysty dość skutecznie pomagają utrzymać się na torze.<br /><br />Jedną z najbardziej reklamowanych nowości w Shift był widok z kokpitu. Gracz miał niemalże czuć wszystkie przeciążenia towarzyszące prawdziwym kierowcom. Muszę przyznać, że ten element jest naprawdę niezły. Samochodem potrafi porządnie trząść. Obraz na ekranie lata wtedy we wszystkie strony, choć jest to wyraźnie kontrolowane, aby gracz nie stracił właściwej oceny sytuacji na torze. Wszystko w granicach rozsądku. W przypadku wbicia się w bandę obraz zamazuje się i jeżeli nas obróciło, to faktycznie na chwilę można stracić orientację. A jeżeli pojedziemy w przeciwnym kierunku jazdy do właściwego i w ciągu kilku sekund się nie zatrzymamy, dyskwalifikację mamy jak w banku. To świetny sposób na eliminowanie cwaniaków chcących uprzykrzać życie innym w rozgrywce multiplayer. I obecny chociażby w kultowym rFactorze, tyle tylko, że tam organizatorzy lecą nam po kasie.<br /><br />Łącznie w grze dostępnych jest około siedemdziesięciu modeli samochodów, których dobór, moim zdaniem, jest wyjątkowo trafny. Nie ma tutaj chyba ani jednego niepotrzebnego auta. Od Renault Megane RS, który jest bardzo dobrym wyborem dla początkującego kierowcy, przez dwa modele Hondy, kilka Nissanów (200SX, 350Z, 370Z, R34, R35 i inne) sześć różnych BMW, Audi (oczywiście z R8 na czele), po Chevrolety, Mercedesy (w tym SLR), Lancery czy aż pięć różnych Porsche, Lamborghini, MC12 i Pagani Zondę. Co oczywiste, policji w tej odsłonie nie uświadczymy, ale koncepcyjny Dodge Challenger w malowaniu amerykańskich stróżów prawa wygląda bardzo sympatycznie.<br /><br />Sporo czasu spędzimy w garażu, w którym oprócz tak banalnych czynności jak wybór koloru i rodzaju lakieru możemy także poobklejać auto winylami. Sposób, w jaki to robimy, jest żywcem wyjęty z serii Forza Motorsport, tyle tylko, że znacznie bardziej ubogi. Niemniej jednak osobie z zacięciem artystycznym być może uda się za jego pomocą stworzyć całkiem ładne cacko. W garażu kupujemy także ulepszenia zwiększające osiągi samochodu i w rezultacie czyniące z niego wyścigowego potwora, a także tuningujemy auto. Dostęp do grzebania w takich ustawieniach jak kąt natarcia spojlera, przełożenia skrzyni biegów czy kontrola ciśnienia w oponach otrzymujemy dopiero po zainstalowaniu odpowiednich pakietów ulepszających.<br /><br />Tras także jest sporo i przede wszystkim mamy okazję odwiedzić rzeczywiście istniejące, stałe obiekty, na których rozgrywane są zawody. Jest wąziutkie Autopolis, moja ulubiona Laguna Seca, brytyjskie Brand&#8217;s Hatch i Donnington, Road America czy kultowa Nordschlaife. Ścigamy się też ulicami na przykład Londynu, który już chyba zawsze kojarzyć mi się będzie z serią Project Gotham Racing. <br /><br /><p class="center"><img class="postimg" src="http://img816.imageshack.us/img816/6854/111695140.jpg" alt="http://img816.imageshack.us/img816/6854/111695140.jpg" /><br /><br />Grafika prezentuje się dość ładnie, ale lojalnie ostrzegam, że do sensownego działania wymaga bardzo mocnej konfiguracji komputera. Mam tu na myśli 60 klatek na sekundę, bo dopiero przy tej liczbie wyścigi nabierają rumieńców. Niestety zauważyłem, że Shift ma podobne tendencje do drobnego przycinania jak choćby wcześniejszy Most Wanted czy ProStreet. Takie niby nic, niemniej przeszkadza. Samochody wyglądają bardzo ładnie, jednak jeśli zdecydujemy się na opcję z winylami, psują one trochę efekt dość niską rozdzielczością użytych tekstur. Miałem również do czynienia z wersją na konsolę Xbox 360 i jeżeli macie taką możliwość lub słabszy komputer, postarajcie zaopatrzyć się właśnie w nią. Gra jest po prostu znacznie płynniejsza. Polonizacja w obu przypadkach jest identyczna.<br /><br />Warto także poświęcić chwilę efektom dźwiękowym. Na dobrym zestawie kina domowego silniki brzmią znakomicie, a same wyścigi z włączonym subwooferem to już po prostu poezja. W trakcie powtórek, kiedy możemy cykać także fotki, które potem przesyłane są na serwer wydawcy, słuchamy za to całkiem dobrze dobranych muzycznych wykonawców, wśród których mamy także polski akcent. Muzykę można włączyć również podczas wyścigu, ale wobec nieźle udźwiękowionego właściwego podkładu, nie ma to sensu.<br /><br />Nowy Need for Speed jest wynikiem dobrze przemyślanego pomysłu i chęci podpięcia się pod sukces Race Driver: GRID. Uważam, że udało się zrobić grę lepszą niż dzieło Codemasters, głownie dzięki świetnemu modelowi jazdy, który daleko w tyle pozostawił konkurenta. Myślę, że w tym aspekcie to ewentualny GRID 2 będzie następnym razem zapożyczał od NFS Shift. Niestety eksperyment nie do końca został zakończony sukcesem, bowiem odnosi się wrażenie, że autorzy stanęli w rozkroku i ostatecznie nie za bardzo wiedzieli, którą nogą lepiej się podeprzeć. Z jednej strony mamy najlepszego przedstawiciela serii od czasów Porsche Unleashed, z drugiej &#8211; mechanikę niepotrzebnych gwiazdek, bazujących na robieniu na trasie demolki. Mam nadzieję, że to tylko stan przejściowy i jeżeli kolejną grę z serii przygotują spece od genialnego cyklu Burnout, to Slighty Mad Studios zrobi następnie coś jeszcze poważniejszego. Gdyby nie techniczne niedoskonałości (które występowały być może tylko na moim sprzęcie), z czystym sumieniem poleciłbym zakup na peceta. A tak, w recenzji pecetowej muszę polecić kupno edycji na Xboksa 360, która sprawiła mi znacznie więcej frajdy.<br /><br /><p class="center"><strong>Teraz Plusy i Minusy Gry</strong><br /><br /><strong>PLUSY:</strong><br /><br />&nbsp; &nbsp; * przyjemny model jazdy bez włączonych asyst;<br />&nbsp; &nbsp; * odejście od klimatu poprzednich odsłon serii;<br />&nbsp; &nbsp; * oprawa audiowizualna;<br />&nbsp; &nbsp; * widok i wrażenia z kokpitu.<br /><br /><strong>MINUSY:</strong><br /><br />&nbsp; &nbsp; * przyznawanie gwiazdek za kolizje z przeciwnikami;<br />&nbsp; &nbsp; * trochę zbyt mocno przepychająca się SI.<br />&nbsp; &nbsp; * przydługie loadingi;<br />&nbsp; &nbsp; * problemy natury technicznej.<br /><br /><strong><br />Pisał Dla Was David</strong>]]></description>
<pubDate>Sobota 12 Czerwiec</pubDate>
<comments>Sobota 12 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Game Sponsor</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=18#p18</link>
<guid isPermaLink="false">18@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" src="http://pressthepsbutton.files.wordpress.com/2009/04/ubisoftlogo.jpg" alt="http://pressthepsbutton.files.wordpress.com/2009/04/ubisoftlogo.jpg" />]]></description>
<pubDate>Sobota 12 Czerwiec</pubDate>
<comments>Sobota 12 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>PC Tom Clancy's Splinter Cell: Conviction</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=17#p17</link>
<guid isPermaLink="false">17@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" src="http://www.gram.pl/upl/katalog/w3/200912101327324473.jpg" alt="http://www.gram.pl/upl/katalog/w3/200912101327324473.jpg" /><br /><p class="center"><strong>Recenzja</strong><br />W życiu każdego gracza nastaje taki moment, w którym musi pożegnać się ze swoją ulubioną serią lub pogodzić z jej zupełnie nowym wizerunkiem. Fani przygód pewnego jegomościa z trzema zielonymi światełkami na czole do niedawna mogli spać spokojnie, gdyż w kolejnych odsłonach sagi Splinter Cell dokonywano jedynie kosmetycznych zmian w gameplayu, unikając poważniejszych eksperymentów. Conviction całkowicie zrywa z tym trendem, likwidując wiele dotychczasowych mechanizmów, a inne podając w znacznie zmodyfikowanej formie. Czy zmiany te powinny być traktowane jako chęć odświeżenia nieco skostniałego cyklu, czy jako celowa próba zdobycia nowych fanów kosztem utraty części dotychczasowej klienteli?<br /><br />Wokół postaci Sama Fishera nigdy nie wiało nudą i z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że również w Conviction scenarzyści wznieśli się na wyżyny swoich pisarskich umiejętności. Godne odnotowania jest to, że fabuła recenzowanej gry nie jest już typowym political fiction, do czego przyzwyczaiła nas seria (zawirowania polityczne występują nadal, ale to już zdecydowanie drugi plan), albowiem scenariusz nabrał bardziej osobistego charakteru i w znacznej części skupiony jest na postaci Fishera. Były członek organizacji Third Echelon ostatnie trzy lata, które upłynęły od wydarzeń prezentowanych w grze Double Agent, spędził na poszukiwaniach mordercy swojej córki, nie wierząc w oficjalną historyjkę, mówiącą o wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę. Właściwa gra rozpoczyna się niedługo po tym, jak Fisher &#8211; pomimo usilnych prób pozostania w ukryciu i prowadzenia działań na własną rękę &#8211; zostaje zlokalizowany przez swojego byłego pracodawcę na Malcie. Z głównym bohaterem kontaktuje się Anna &#8222;Grim&#8221; Grímsdóttir, ostrzegając o tropiących go najemnikach i oferując pomoc w odnalezieniu mordercy córki. Wydarzenia w krótkim czasie nabierają tempa, serwując przy tym wiele ciekawych i niespodziewanych zwrotów akcji.<br /><br /><img class="postimg" src="http://img815.imageshack.us/img815/7981/1315081562.jpg" alt="http://img815.imageshack.us/img815/7981/1315081562.jpg" /><br /><br />W nowej odsłonie cyklu Splinter Cell szczególnie podoba mi się to, że podczas przedstawiania fabuły autorzy nie trzymają się tradycyjnych form prezentacji kolejnych wydarzeń. Część scen relacjonowanych jest przez zaprzyjaźnionego z Fisherem Victora Coste&#8217;a, przetrzymywanego przez bliżej niezidentyfikowane osoby w placówce organizacji o nazwie Black Arrow. Nie brakuje scen będących wspomnieniami głównego bohatera i tych wynikających z jego mocno zachwianej psychiki czy ujęć odsłaniających ważne dla fabuły kwestie z perspektywy innych kluczowych postaci. Ciekawostką jest również nietypowy system narracji, prezentujący wybrane wydarzenia i informacje w formie obrazów z rzutnika, pojawiających się na ścianach budynków i innych powierzchniach. Jakby tego było mało, nie zachowano chronologii wydarzeń, co widać już w samym intrze, pokazującym Grim mierzącą do Fishera z pistoletu. Ze zrozumieniem kontekstu tej sceny musimy poczekać do końca gry, gdyż właściwa zabawa rozpoczyna się na trzy dni przed tymże spotkaniem. Wszystkie te zmiany zdecydowanie przypadły mi do gustu, dzięki nim cała fabuła nabrała bardziej dojrzałego i poważnego wydźwięku, skuteczniej zachęcając do pomyślnego dotarcia do finału gry.<br /><br />To, że Fisher nie wykonuje już zleceń na niczyje żądanie, a jego jedyną motywacją jest chęć dopadnięcia osób, które odebrały mu córkę, znajduje oczywiście swoje odzwierciedlenie we właściwej rozgrywce. Rezultat jest taki, że w sytuacjach, w których poprzednio bohater układałby wrogów do snu bądź wręcz unikał z nimi kontaktu, teraz bezpardonowo skręca im karki i eliminuje celnymi headshotami. Niby wszystko pasuje, ale można odnieść wrażenie, że producenci celowo popchnęli fabułę w takim a nie innym kierunku, by w jakiś sposób uzasadnić rezygnację ze skradankowych elementów serii. Domyślam się, że dla wielu fanów gatunku będzie to trudny orzech do zgryzienia, zwłaszcza że dopuszczono się licznych uproszczeń, jak chociażby braku możliwości przenoszenia ciał poległych wrogów. Mnie przekonanie się do nowych założeń zabawy zajęło niecałą godzinę &#8211; po tym czasie zacząłem doceniać obecny wizerunek gry, która przekształciła się w naprawdę solidną strzelaninę.<br /><br />Jak to więc wygląda w nowej postaci? No cóż, Conviction nie odbiega od standardów wyznaczonych przez współczesne gry akcji TPP. Mamy więc chowanie się za zasłonami, nie zabrakło modułu autoleczenia, a na pojedynczy poziom gry przypada średnio kilkadziesiąt zgonów po stronie sił wroga. Rzeczą, która bardzo rzuca się w oczy, są zmienione w stosunku do poprzednich odsłon serii reakcje oponentów. Są oni teraz bardziej bystrzy i nigdy nie wiadomo, jak się w danym momencie zachowają. Wartownik może pójść w lewo lub w prawo, wejść do ocienionego miejsca z włączoną latarką, nagle się obrócić, zawołać kolegów, a nawet wyjrzeć przez okno czy wyważyć drzwi prowadzące do sąsiedniego pomieszczenia. Mimo tych wszystkich usprawnień SI to jednak Fisher jest łowcą, na co wpływ mają przede wszystkim dwa czynniki &#8211; element zaskoczenia oraz umiejętne wykorzystanie obiektów z otoczenia. Można dla przykładu niszczyć wybuchowe beczki czy wspinać się na położone przy suficie rurki z zamiarem zeskakiwania na wrogów. Okazji jest wiele i jeśli myśli się kreatywnie, da się sporo osiągnąć.<br /><br />Nowy Splinter Cell to także system &#8222;Oznacz i likwiduj&#8221; (Mark and Execute), który jeszcze przed premierą Conviction wywołał sporo kontrowersji. Polega on na oznaczeniu wrogów i zlikwidowaniu ich za naciśnięciem jednego klawisza. Mogę nieco uspokoić graczy, uważających ten system za darmowy cheat, że nie jest to aż tak proste, jak się wydaje, gdyż używanie tego modułu wymaga &#8222;naładowania&#8221;, a ponadto wszyscy wrogowie muszą znajdować się w polu rażenia i zasięgu wybranej broni. Zresztą, jeśli ktoś lubi sobie utrudniać życie, to wcale nie musi z tego korzystać (poza paroma miejscami, w których jest to wymagane i uzasadnione fabułą gry).<br /><br /><img class="postimg" src="http://img821.imageshack.us/img821/4032/1315081578.jpg" alt="http://img821.imageshack.us/img821/4032/1315081578.jpg" /><br /><br />Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie konstrukcja większości plansz, gdyż zazwyczaj jest tak, że do celu prowadzi kilka drastycznie różniących się ścieżek. Można na przykład wybrać bardziej ryzykowne główne przejście, wolniej przekradać się bocznymi korytarzami, wejść do tuneli wentylacyjnych czy przemieszczać się po gzymsach. Pochwalić należy również spore zróżnicowanie odwiedzanych miejsc. Oprócz charakterystycznych dla serii kompleksów militarno-badawczych są to też między innymi etapy, które z powodzeniem mogłyby znaleźć się w bliźniaczej serii Ghost Recon Advanced Warfighter, czy poziomy wyraźnie inspirowane cyklem Hitman. Mój zdecydowany faworyt to lunapark w pobliżu pomnika Waszyngtona. Założeniem pierwszej części tej misji jest wmieszanie się w tłum, wytropienie trzech agentów i przesłuchanie ich, bez jednoczesnego alarmowania obecnej w parku rozrywki ludności cywilnej. Nieco gorzej wypada sama końcówka, w której co rusz Fishera atakują nowi wrogowie, a on sam dysponuje mniejszą swobodą działania. Generalnie jednak w grze dzieje się więcej niż poprzednio, a do kolejnych misji podchodzimy z większym entuzjazmem.<br /><br />W recenzowanej produkcji dostępne są zarówno znane z poprzednich gier gadżety oraz broń, jak również zupełnie nowe elementy wyposażenia. Z powracających zabawek najmilej powitałem przyklejające się do różnorakich powierzchni kamery, z pomocą których można w fajny i dość łatwy sposób odciągać pojedynczych przeciwników od reszty grupy, a następnie sprawnie ich eliminować. Z nowych zabawek warto przede wszystkim wspomnieć o przenośnych ładunkach EMP, które na kilka sekund neutralizują wszystkie okoliczne urządzenia, w tym latarki zamontowane na pukawkach przeciwników. Jest to bardzo przydatny wspomagacz, którego używanie na szczęście mocno ograniczono. W dalszej fazie rozgrywki Fisher zdobywa też gogle sonarowe, które pomagają w lokalizowaniu przeciwników czy omijaniu laserowych pułapek. Szkopuł w tym, że gdy jesteśmy w ruchu, obraz natychmiast się rozmazuje, siłą rzeczy zmuszając gracza do częstych przestojów. <br /><br />Nie od dziś wiadomo, że Fisher jest ekspertem w walce wręcz i temat ten należycie wyeksponowano w nowej grze. Co interesujące, jeżeli główny bohater podbiegnie do przeciwnika od przodu, to istnieje szansa, że ten obroni się przed chwytem i wykona blok. Nie brak oczywiście ciekawszych akcji, jak chociażby zeskakiwania na wrogów z wyższych półek, wyrzucania ich przez okno czy wyważania drzwi po tym, jak adwersarze ustawią się po drugiej stronie. Smacznym dodatkiem są arcybrutalne przesłuchania, do których dochodzi średnio raz na kilka etapów. W trakcie nich do zadania dodatkowych obrażeń można wykorzystać elementy otoczenia (fortepian, telewizor, lustro itp.). Szkoda tylko, że każda taka konfrontacja kończy się sukcesem niezależnie od użytych środków perswazji.<br /><br />Conviction nie oferuje typowych sekretów, ale można za to zaliczać wyzwania, zdobywając punkty potrzebne do zakupu nowych rodzajów broni, gadżetów, kostiumów czy upgrade&#8217;ów. O ile same wyzwania są dość ciekawe (np. zlikwidowanie wroga zajętego badaniem włączonego alarmu samochodowego czy ukończenie całego etapu bez używania broni palnej), o tyle punkty gromadzi się zbyt szybko. Powoduje to, że najlepszą broń i gadżety można sobie &#8222;wymaksować&#8221; na dość wczesnym etapie gry. Producent przygotował trzy poziomy trudności, przy czym dwa niższe są właściwie banalne. Wrogowie zachowują się, jakby byli niemal całkowicie ślepi i głusi, co pozbawia zabawę większego sensu. Dopiero na najwyższym poziomie trudności robi się ciekawiej &#8211; Fisher może zostać zauważony nawet z większej odległości, ginie już po kilku oddanych strzałach, a wszelkie wpadki są lepiej wyłapywane przez przeciwników. W paru miejscach gra wymusza konieczność pozostawania w ukryciu czy radzenia sobie z pułapkami, jednakże nie są to wyzwania szczególnie trudne dla osób, które miały już jakikolwiek kontakt z serią. Kampania singleplayerowa wystarcza mniej więcej na 6-7 godzin. To niezły wynik, choć przydałoby się, żeby niektóre spośród jedenastu dostępnych poziomów były nieco dłuższe, zwłaszcza ten początkowy, który z racji sympatycznego umiejscowienia (idylliczne nadmorskie miasteczko) wręcz prosi się o wydłużenie czasu pobytu.<br /><br /><img class="postimg" src="http://img822.imageshack.us/img822/7599/1315081593.jpg" alt="http://img822.imageshack.us/img822/7599/1315081593.jpg" /><br /><br />Cieszy mnie, że Ubisoft nie dodał na siłę trybu kooperacji do głównej kampanii, a zamiast tego przygotował odrębny tryb dla dwóch graczy. Na kampanię kooperacyjną składają się cztery długie poziomy, których przejście powinno zająć średnio około czterech godzin (krócej, gdy gracze są dobrze zgrani i wiedzą, co należy robić). Niezmiernie cieszy, że tryb ten nie jest pozbawiony fabuły &#8211; jego akcja rozpoczyna się 10 dni przed głównymi wydarzeniami, rozgrywa na terenie Rosji i koncentruje na odzyskaniu głowic z rakietami EMP. Poziomy są ciekawie skonstruowane i zawierają właściwie wszystkie atrakcje trybu dla pojedynczego gracza &#8211; akcje &#8222;Oznacz i likwiduj&#8221;, brutalne przesłuchania czy różne ścieżki prowadzące do celu.<br /><br />Oprócz kooperacji można również popróbować sił w czterech innych trybach (w kilku przypadkach także bez udziału partnera) i praktycznie każdy z nich ma coś ciekawego do zaoferowania. W trybie Łowcy należy zabezpieczać kolejne lokacje, a jego cechą charakterystyczną jest to, że wszczęcie alarmu doprowadza do pojawienia się dodatkowych przeciwników na planszy. Ostatni Bastion zakłada konieczność ochraniania generatora EMP przed zmasowanymi atakami wrogów. Konfrontacja zaś to ciekawie zrealizowany deathmatch, gdyż oprócz polowania na drugiego gracza trzeba też radzić sobie ze &#8222;zwykłymi&#8221; przeciwnikami, traktowanymi wręcz jako mięso armatnie. Mój zdecydowany faworyt to jednak bonusowy tryb o nazwie Infiltracja, który można potraktować jako swego rodzaju nagrodę pocieszenia dla graczy narzekających na niski poziom trudności głównej kampanii i rezygnację z konieczności częstego skradania się. Tryb ten, tak na dobrą sprawę, stanowi udoskonaloną wersję Łowcy, przy czym odkrycie pozycji głównego bohatera automatycznie kończy misję. W połączeniu ze sprytnie zaprojektowanymi lokacjami, czujnymi przeciwnikami i licznymi pułapkami jest on nie lada wyzwaniem.<br /><br />Od strony wizualnej nowy Splinter Cell prezentuje się bardzo dobrze. Nie jest to z pewnością czołówka pierwszej ligi, ale we wszystkich najważniejszych aspektach gra nie zawodzi. Mamy więc przede wszystkim świetną animację i mimikę głównych postaci oraz bardzo dopracowaną grę świateł. Podoba mi się także duża dbałość o detale, co jest szczególnie widoczne w tych miejscach, w których Fisher spotyka cywilów. Nie do końca jestem natomiast przekonany do czarno-białego filtru, uruchamiającego się za każdym razem, gdy sterowana postać znajduje się w cieniu, i pokazującego tylko wybrane elementy w kolorze (głównie przeciwników). Podobny mechanizm został wykorzystany między innymi w grze Saboteur, lecz o ile tam spełniał swoją rolę, o tyle tutaj przeważnie utrudnia sprawne przemieszczanie się w ciemnościach. W niektórych miejscach pojawiają się ponadto rozmazane tekstury, które psują nieznacznie pozytywny obraz całości. Wersja pecetowa wygląda nieco ładniej od konsolowej, na co wpływ może mieć między innymi antyaliasing. Ma to niestety swoje odbicie w wymaganiach sprzętowych, gdyż grze zdarza się w niektórych lokacjach mocniej przycinać. Warstwa dźwiękowa zawsze była silną stroną serii i tym razem jest podobnie. Mnie szczególnie przypadły do gustu zabawne kwestie dialogowe strażników próbujących odnaleźć Fishera. Nie zabrakło oczywiście Michaela Ironside&#8217;a użyczającego głosu głównemu bohaterowi, który &#8211; tak na marginesie &#8211; towarzyszy serii od samego początku.<br /><br /><img class="postimg" src="http://img811.imageshack.us/img811/6977/1315081609.jpg" alt="http://img811.imageshack.us/img811/6977/1315081609.jpg" /><br /><br />Przy okazji kontaktu z Conviction po raz pierwszy miałem okazję przetestować najnowsze zabezpieczenie antypirackie Ubisoftu, które niestety nie pozostawiło po sobie miłego wrażenia. Grze kilka razy zdarzyło się chwilowo utracić połączenie internetowe i nie byłaby to jeszcze wielka tragedia, gdyby nie to, że po jego odzyskaniu zabawa jest automatycznie wznawiana, co w przypadku wykonywania jakichś ważnych czynności może popsuć starannie przygotowywaną akcję. Trochę trudności przysporzyło mi także logowanie się do trybów wieloosobowych, a można się domyślać, że tuż po premierze problem ten się nasili. Warto natomiast pochwalić inicjatywę w postaci przeglądarki Uplay, pozwalającej między innymi na zdobywanie osiągnięć i odblokowywanie nagród. Jest ona obecnie jeszcze w raczkującym stadium (brak wielu funkcji, konieczność wyjścia z gry, zaledwie cztery osiągnięcia na tytuł), ale &#8211; o ile nie zostanie zaniedbana &#8211; może stanowić w przyszłości fajny dodatek.<br /><br />Splinter Cell: Conviction z pewnością zawiedzie oczekiwania najbardziej zagorzałych fanów serii, zwłaszcza że przyszło im czekać ponad trzy lata na kontynuację przygód Sama Fishera. Ja do nowego modelu rozgrywki stosunkowo szybko się przekonałem, na co niewątpliwie duży wpływ miał ciekawy i solidnie poprowadzony wątek fabularny. Kampania dla pojedynczego gracza mogłaby być nieco dłuższa, ale otrzymaliśmy za to ciekawe tryby w multiplayerze, z bardzo fajnie wykonaną kooperacją na czele. Recenzowany produkt mogę spokojnie polecić każdemu miłośnikowi gier akcji, a osobom, które z najwyższymi notami ukończyły poprzednie gry z serii, zasugerować przetestowanie hardkorowego trybu infiltracji.<br /><br /><br /><br /><p class="center"><strong>Teraz Plusy i Minusy Gry</strong><br /><br />PLUSY:<br /><br />&nbsp; &nbsp; * interesująca i niebanalnie poprowadzona fabuła;<br />&nbsp; &nbsp; * duże zróżnicowanie i dobre zaprojektowanie lokacji odwiedzanych w trybie single player;<br />&nbsp; &nbsp; * bogaty wachlarz zachowań Fishera i spora interaktywność otoczenia;<br />&nbsp; &nbsp; * świetny wariant kooperacji i równie fajne pozostałe tryby multiplayera;<br />&nbsp; &nbsp; * solidna oprawa A/V (nie licząc drobnych wpadek z teksturami otoczenia).<br /><br />MINUSY:<br /><br />&nbsp; &nbsp; * odejście od skradankowego wizerunku serii;<br />&nbsp; &nbsp; * kampania dla pojedynczego gracza powinna być o godzinkę-dwie dłuższa;<br />&nbsp; &nbsp; * czarno-biały filtr niekiedy utrudnia przemieszczanie się w ciemnościach.<br /><br /><br /><br /><strong>Pisał Dla Was David</strong>]]></description>
<pubDate>Sobota 12 Czerwiec</pubDate>
<comments>Sobota 12 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>PS3 Prison Break: The Conspiracy</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=16#p16</link>
<guid isPermaLink="false">16@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" src="http://img815.imageshack.us/img815/350/blu.jpg" alt="http://img815.imageshack.us/img815/350/blu.jpg" /><br />Recenzja Prison Break: The Conspiracy<br />Serialowy Prison Break bił rekordy popularności, nic więc dziwnego, że ktoś w końcu sięgnął po licencję i postanowił zrobić z tego grę. Niestety, zupełnie jak ostatnie odsłony przygód Michaela Scofielda, Prison Break: The Conspiracy nie przysporzy mu chwały, a wręcz przeciwnie - to bezczelna próba zarobienia pieniędzy na nieświadomych fanach serialu!<br /><br />INTERES ŻYCIA<br />Serial Prison Break (na potrzeby naszego rynku wymyślono - &#8222;Skazany na śmierć&#8221;), zarówno w naszym kraju, jak i za granicą, okres największej popularności ma już za sobą. Zastawiający jest zatem fakt, że gra na rynku pojawiła się dopiero teraz. Możliwe, że ma to jakiś związek z nagłą zmianą wydawcy. Początkowo wydaniem gry zainteresowane było bowiem Brash Entertainment, jednak firma ostatecznie się rozmyśliła, a prawa do tytułu wykupiło Deep Silver. Osobiście nie uznałbym tego za najlepszy ruch w historii tego wydawcy, bo Prison Break, jak przystało na grę opartą na licencji, jest typowym tytułem z niższej półki.<br /><br />MY NAME IS PAXTON, TOM PAXTON<br />Przedstawiona w grze historia opiera się luźno na wydarzeniach z pierwszego sezonu serialu &#8222;Skazany na śmierć&#8221;. Mamy tu zatem głównego bohatera, Lincolna Burrowsa, który oskarżony o morderstwo trafia z wyrokiem śmierci do więzienia Fox River, gdzie ma spędzić ostatnie dni swojego życia. Z pomocą przychodzi mu jednak jego młodszy brat, Michael Scofield, który napada na bank i celowo daje się złapać po to, by trafić za kratki i stamtąd spróbować oswobodzić Lincolna. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że głównym bohaterem gry nie jest ani jeden z wymienionych braci, ani nawet żadna inna postać znana z serialu. <br /><br />Naszym protagonistą jest Tom Paxton &#8211; agent tajemniczej Firmy, która wrobiła Burrowsa i w ten sposób trafił on do więzienia Fox River. Paxton pod przykrywką dostał się do więzienia na polecenie swojego pracodawcy, niejakiego Mannixa. Zadanie tajnego agenta, wbrew temu co możecie sądzić, nie polega na pomocy Scofieldowi i innym w ucieczce, ale na dopilnowaniu, by Lincoln Burrows zasiadł na krześle elektrycznym. Niby wszystko jasne, ale z biegiem fabuły zadanie zaczyna się komplikować &#8211; Paxton staje się marionetką zarówno jednej, jak i drugiej strony konfliktu, dochodzi nawet do tego, że Firma postanawia wysłać kolejnego agenta, który ma nie dopuścić do ucieczki serialowej ekipy oraz zlikwidować Paxtona.<br /><img class="postimg" src="http://img819.imageshack.us/img819/4120/bluk.jpg" alt="http://img819.imageshack.us/img819/4120/bluk.jpg" /><br /><br />Ten strażnik właśnie czyta o ucieczce więźniów z Fox River...<br /><br /><br />Scenariusz jest strasznie naciągany i mało wiarygodny, a przedstawione wydarzenia często wydają się być bardzo nielogiczne. O kluczowych sprawach dowiadujemy się z reguły przez przypadek, cudownym zbiegiem okoliczności pojawiając się akurat w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Paxton co jakiś czas rejestruje swoje spostrzeżenia przy pomocy dyktafonu, jednak warto zastanowić się, dlaczego gadający do własnej ręki więzień nie budzi podejrzeń ani wśród klawiszy, ani w szeregach innych więźniów.<br /><br />3 FILARY ROZ(G)RYWKI<br />W Prison Break: The Conspiracy rozgrywka w głównej mierze składa się z trzech elementów - cichego przemykania za plecami strażników, okładania się po mordach z innymi więźniami, a także scenek przerywnikowych wyposażonych w krótkie sekwencje Quick Time Events. Każdy z tych elementów jest kulawy na swój własny sposób, a jakąkolwiek przyjemność z gry czerpać można chyba tylko w ciągu pierwszej godziny, maksymalnie dwóch. Szybko przekonujemy się bowiem o tym, że w zasadzie cały czas jesteśmy prowadzeni za rączkę przez twórców, którzy najwyraźniej nie mieli pomysłu na to, jak uczynić tę wycieczkę atrakcyjną.<br /><br />Na samym początku nie było w sumie aż tak źle, jednak dość szybko okazało się, że rozgrywka jest bardzo ograniczona. Wyszedłem na spacerniak i zacząłem nawiązywać pierwsze kontakty z więzienną społecznością. Zrobiło się nawet klimatycznie. Wprowadzono mnie w temat walk o pieniądze, ale przestałem brać w nich udział, gdy zorientowałem się, że za zdobytą kasę można nabywać tylko i wyłącznie nowe tatuaże. I to w dodatku takie, których jedynym zadaniem było chyba oszpecenie głównego bohatera. Wraz z kolejnymi postępami w grze zaczyna robić się coraz bardziej nudno i bezpłciowo. Po zaliczeniu pierwszych rozdziałów nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że twórcy wszystkie pomysły wykorzystali już na samym początku, a ja jestem zmuszany do wykonywania tych samych czynności na okrągło.<br /><br /><img class="postimg" src="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/PrisonBreak_PS3/Recenzja/th_rec_2.jpg" alt="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/PrisonBreak_PS3/Recenzja/th_rec_2.jpg" /><br />Ej, nie wiecie może kto mi ukradł skarpetki z szatni?<br /><br /><br />CHŁOPIEC NA POSYŁKI<br />Grając w Prison Break: The Conspiracy będziecie mieli poczucie, że jesteście chłopcem na posyłki, ale czego nie robi się w imię wyższej wartości. Zadania charakteryzuje w zasadzie jeden, powtarzany do znudzenia schemat. Idź do kuchni, weź nóż, wyjdź z kuchni, zanieś nóż do innego więźnia. Idź na oddział leczniczy, podmień leki na truciznę, wyjdź z oddziału, bla bla. I tak w kółko. <br /><br />Czasami po drodze spotkamy kogoś, kto będzie chciał nam zrobić krzywdę, wtedy musimy po prostu odwdzięczyć się tym samym. Nie jest to jednak ani fajne, ani przyjemne, bo system walki składa się z dwóch ciosów (szybki i mocny), bloku oraz możliwości gwałtownego rzucenia się w kierunku oponenta. Ciosów tych nie można łączyć w kombosy, więc bijatyka wygląda w ten sposób, że klepiemy cały czas &#8222;X&#8221;, a kiedy nasz przeciwnik padnie na ziemię i w momencie kiedy wstaje uderzamy w &#8222;kwadrat&#8221; i zadajemy silniejszy oraz wolniejszy cios. Ostatecznie wszystko sprowadza się zatem do bezsensownego walenia po przyciskach, co przy którymś z kolei starciu zwyczajnie zaczyna wychodzić bokiem. Wyraźnie widać, że te bójki były wciśnięte, jakby na siłę.<br /><br />SZYBSZY I SILNIEJSZY<br />By podołać w więziennych bójkach, możemy zwiększyć poziom tężyzny fizycznej Paxtona (untouchable). Tę wyrabiamy sobie na więziennej siłce. Poziom siły możemy podnieść sobie w dwojaki sposób. Albo podnosząc sztangi &#8211; wykonujemy to wciskając pojawiający się na ekranie przycisk i balansując padem, by utrzymać sztangę w poziomie. Albo waląc w worek treningowy &#8211; wówczas musimy wykonywać polecenia naszego więziennego &#8222;trenera&#8221;, który mówi nam jaki cios czy może blok musimy wykonać.<br /><br />Tężyzna fizyczna wpływa na nasze wyniki w walce. Szybko się o tym przekonacie. Już na samym początku spotkacie się z T-Bagiem, który was spierze mimo tego, że będziecie starać się jak możecie, by mu to udaremnić. Spokojnie, w dalszej części fabuły będziecie mieli swoją okazję do wzięcia rewanżu. Również dzięki sile wyrobicie sobie szybkość, a nowo nabyte umiejętności będziecie mogli sprawdzić w walkach w &#8222;podziemnym kręgu&#8221;, gdzie za wygraną walkę otrzymacie odpowiednią ilość gotówki.<br /><br /><img class="postimg" src="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/PrisonBreak_PS3/Recenzja/th_rec_3.jpg" alt="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/PrisonBreak_PS3/Recenzja/th_rec_3.jpg" /><br />Goni nas wielki, groźny i bardzo wściekły strażnik Bellic!<br /><br /><br />CHRONICZNY BRAK KLIMATU<br />Elementy skradankowe również nie powalają na kolana złożonością. Brak tu jakichkolwiek ciekawszych pomysłów, które ożywiłyby rozgrywkę. Całość sprowadza się do obserwowania powtarzających się zachowań strażników i przemykania za ich plecami. Nie jest to specjalnie wymagające, zwłaszcza, że klawisze sprawiają wrażenie ślepych i głuchych, a kluczowe pomieszczenia i tak przeważnie nie są strzeżone. Jeśli jednak przypadkiem zaliczymy potknięcie i zostaniemy zauważeni, zabawa zostanie momentalnie przerwana, a my otrzymamy możliwość ponownego zaliczenia danej sekwencji, zaczynając od punktu kontrolnego. Szkoda tylko, że panowie z Zootfly nie wierzą w graczy na tyle, by dać im możliwość samodzielnego poradzenia sobie z kłopotliwą sytuacją. <br />Zakres ruchów naszego bohatera to również smutna parodia gry, która przez większość czasu zmusza nas do bezszelestnego przemieszczania kolejnych etapów. Paxton może przylegać do ścian, przeskakiwać między osłonami, chować się w szafach, wchodzić na drabiny, zawisnąć na rurze i&#8230; to tyle. Nie byłoby w tym może i nic złego, gdyby nie fakt, że praktycznie każdą z tych czynności wykonujemy dokładnie w tych momentach, w których przewidzieli to autorzy gry. Czasami przyjdzie nam jeszcze przy pomocy wytrycha otworzyć jakieś zamknięte drzwi, lub też np. wykręcić kilka śrubek, by dostać się do szybu wentylacyjnego. Okej, tylko niech ktoś wytłumaczy mi, jak to jest, że w więzieniu o zaostrzonym rygorze Paxtonowi udało się nosić przy sobie śrubokręt i przyrząd, który z definicji służy przecież do otwierania zamkniętych drzwi?<br /><br /><img class="postimg" src="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/PrisonBreak_PS3/Recenzja/th_rec_4.jpg" alt="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/PrisonBreak_PS3/Recenzja/th_rec_4.jpg" /><br />A masz! To za moją mamusie!<br /><br /><br />SCOFIELD VS T-BAG<br />Zapewne wielu zapaleńców serialu liczyło na to, że główny bohater będzie mógł stanąć twarzą w twarz z największym wrogiem. W grze otrzymujecie taką możliwość, a to wszystko za pomocą specjalnego trybu &#8222;versus&#8221;, ale bym zagrał w to z kolegami, gra musiałaby wypłacać realne dolary.<br /><br />Tryb ten daje graczom to, czego brakowało w fabule &#8211; akcję i mordobicie. Niestety wygląda to identycznie jak w singlu, z tą różnicą, że drugą postacią steruje żywy przeciwnik. Twórcy udostępnili graczom wszystkie postacie, które odgrywają jakąś znaczącą rolę dla rozwoju fabuły lub po prostu są znane z serialu. Areną zmagań w tym przypadku są tereny znane z rozgrywki &#8211; np. więzienne korytarze czy dziedziniec.<br /><br />MĘKA DLA OCZU I USZU<br />Gracze prócz dobrej fabuły cenią oprawę wizualną. W Prison Break nie ma czego cenić. Grafika jest co najwyżej średnia. Widać, że twórcy wyłożyli więcej kasy na licencje i serialowe głosy, niż na programistów, którzy potrafiliby wydobyć choć źdźbło mocy z PS3. <br />Pierwsze, co się rzuca w oczy to otoczenie &#8211; jest ono bardzo statyczne, a do tego grafika &#8222;chrupie&#8221;. Animacja postaci również wypada bardzo blado. Można to zauważyć zwłaszcza na filmikach, gdzie obserwujemy spóźnioną mimikę twarzy względem dialogów oraz sztuczne, mało naturalne poruszanie się.<br /><br />Jeśli chodzi o oprawę audio, to tutaj postarano się już znacznie lepiej. Jako, że Prison Break oparty jest na licencji, to nie mogło zabraknąć kluczowych głosów, takich jak głosy Wentwortha Millera, Dominica Purcella czy Petera Stormare&#8217;a. Niestety głosy tych postaci są tak rzadko słyszalne, a ich postacie tak rzadko widziane, że równie dobrze mogłoby ich nie być &#8211; gracz by wcale tego nie odczuł.<br /><br /><img class="postimg" src="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/PrisonBreak_PS3/Recenzja/th_rec_5.jpg" alt="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/PrisonBreak_PS3/Recenzja/th_rec_5.jpg" /><br />Być czy nie być? Oto jest pytanie!<br /><br /><br />NAWET NIE DLA ZAGORZAŁYCH FANÓW<br />Prison Break: The Conspiracy to gra nielogiczna, nudna, ograniczona, frustrująca, bezpłciowa, płaska, a także na dodatek - niezbyt wymagająca. To ostatnie pewnie po to, by nie utrudniać niepotrzebnie życia fanom serialu, którzy kupią ten tytuł ze względu na fakt, iż na pudełku z grą ujrzą doskonale znaną i miłą sercu nazwę. Niestety, nawet takim osobom szczerze odradzałbym kontakt z tym tytułem, bo tak naprawdę, poza prawdziwymi głosami głównych bohaterów i dość wiernym odwzorowaniem ich wyglądu, nie znajdą tu absolutnie nic z tego, za co pokochali &#8222;Skazanego na śmierć&#8221;.]]></description>
<pubDate>Sobota 12 Czerwiec</pubDate>
<comments>Sobota 12 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>X360 F.E.A.R. 3 ( F.3.A.R. )</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=15#p15</link>
<guid isPermaLink="false">15@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" src="http://img822.imageshack.us/img822/350/blu.jpg" alt="http://img822.imageshack.us/img822/350/blu.jpg" /><br /><br /> Zapowiedź F.E.A.R. 3<br /><br />Naucz się oczekiwać nieoczekiwanego, wierzyć w to, co zdaje się niewiarygodne. Natkniesz się na sprawy, których nie będziesz w stanie wyjaśnić i musisz być gotów do radzenia sobie ze wszystkim, co spotka Cię po drodze. Będzie od tego zależeć Twoje życie. Zmierz się z niepewnością i grozą tego miejsca, gdzie strach to jego pierwsze imię.<br /><br />Alma nie daje o sobie zapomnieć i powraca z &quot;brzuszkiem&quot;, wiedziona chęcią zemsty. Twórcy uraczyli nas nowym zwiastunem filmowym nadchodzącej trzeciej części FEAR, który zawiera klimatyczny miszmasz scen fabularnych z fragmentami gameplay'u. Całość przedstawia się w dobrze nam znanej mrocznej, psychodelicznej atmosferze z nutą równie przerażającej ścieżki audio. Premiera jest zapowiedziana na końcówkę bieżącego roku.<br /><br />BLOOD RUNS DEEP<br /><br />Fabuła F.E.A.R. 3, o ile można to nazwać fabułą - będzie kontynuacją historii opowiedzianej w poprzedniczce. Skupi się na Almie i jej dwóch synach, Point Manie oraz Paxtonie Fettelu. To oni będą głównymi bohaterami, w których przyjdzie Ci się wcielić. Pierwszy z nich to wyszkolony żołnierz, a drugi - telekinetyk. Tym razem wprowadzą oni tryb różnorodnej kooperacji, umożliwiając graczom korzystanie z wyraźnie różniących się zdolności, które wpłyną na sposób rozgrywki i gry partnera. Zarówno w zabawie dla pojedynczej osoby, jak i w trybie kooperacji, gracze będą mogli wcielić się w Point Mana - genetycznie usprawnionego super żołnierza, który pojawił się już w pierwszej części F.E.A.R.. W trybie tym będzie można kontrolować również jego spiskującego brata - Paxtona Fettela, którego niezwykłe moce telekinetyczne wyciągnęły z grobu. Poza tym autorzy wprowadzają Generative Scare System - rozwiązanie znane z Left 4 Dead, dzięki któremu przeciwnicy będą się pojawiali w losowych miejscach.<br />&quot;Warner Bros. Interactive Entertainment pozwala ewoluować marce F.E.A.R. łącząc w F.E.A.R. 3 najlepsze elementy horroru, gry w trybie kooperacji oraz intensywnej akcji w gatunku FPS,&#8221; powiedział Martin Tremblay - Prezes WBIE. &quot;Monolith Productions przekazało pałeczkę zespołowi Day 1 Studios, aby stworzyli produkcję o najwyższej jakości, która pozostając wierną korzeniom marki F.E.A.R., jednocześnie przeniesie graczy na nowy poziom rozgrywki.&#8221;<br /><br />Aby zapewnić ekstremalne przeżycia, konsultacji w projekcie udziela legendarny reżyser horrorów John Carpenter (Halloween, The Fog, Village of the Damned) oraz uznany przez krytyków scenarzysta filmów i komiksów grozy Steve Niles (30 Days of Night). Steve Niles współtworzył scenariusz gry, natomiast John Carpenter uczestniczył przy tworzeniu przerywników filmowych.<br /><img class="postimg" src="http://img819.imageshack.us/img819/350/blu.jpg" alt="http://img819.imageshack.us/img819/350/blu.jpg" /><br />&#8220;Po okresie bliskiej współpracy z firmą Monolith, Day 1 dostąpiło honoru tworzenia kolejnej części marki F.E.A.R. z zachowaniem najważniejszych elementów serii, wnosząc jednocześnie powiew świeżości do walki i nowego doświadczenia horroru w F.E.A.R. 3,&#8221; powiedział Denny Thorley - założyciel i Prezes Day 1 Studios. &#8222;Gracze mogą oczekiwać nowych opcji, takich jak różnorodna kooperacja, rozwinięty system osłon i jeszcze więcej strachu.&#8221;<br /><br />F.E.A.R. RUNS DEEPER<br /><br />W najnowszym wydaniu francuskiego magazynu o grach komputerowych - PC Jeux, pojawiły się informacje, iż główną misją Pointmana będzie zapobiegnięcie narodzeniu się dziecka Almy. Będzie to bardzo trudne, gdzyż w tym samym czasie kilkanaście organizacji chce je porwać. W trybie kooperacji gracze potrzebują się wzajemnie, aczkolwiek każdy z nich ma swój własny cel. Kolejnym doniesieniem z cienia produkcji jest fakt, iż Fettel chce powstrzymać Almę wyłącznie z osobistych pobudek. Na swej drodze spotkamy również nowy rodzaj przeciwnika - Scavenger'a - wyglądem przypominającego wilkołaka i atakującego w zwarciu. Oddziały Repliki powrócą z nowym typem żołnierzy. <br /><br /><img class="postimg" src="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/F.E.A.R.3_X360/Zapowiedz/th_zap_fear3c.jpg" alt="http://www.miastogier.pl/baza/Encyklopedia/gry/F.E.A.R.3_X360/Zapowiedz/th_zap_fear3c.jpg" /><br />Narodziny zła w najczystszej postaci.<br /><br /><br />F.E.A.R. 3 czy jak wolisz F.3.A.R ma przyprawić o zawał serca nawet największych miłośników horroru, a naładowana adrenaliną akcja z paranormalnymi elementami powinna trafić w gusta weteranów strzelanek i fanów STRACHU przez duże &quot;S&quot;. Zobaczymy... Zapowiada się naprawdę przerażający koniec roku ;]]]></description>
<pubDate>Sobota 12 Czerwiec</pubDate>
<comments>Sobota 12 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>PS3 Blur</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=14#p14</link>
<guid isPermaLink="false">14@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" src="http://img717.imageshack.us/img717/1732/oklblurps3okl.jpg" alt="http://img717.imageshack.us/img717/1732/oklblurps3okl.jpg" /><br /><span style="font-size: 24px"><strong>Recenzja Blur</strong></span><br /><br />Ekipa Bizarre Creations to bardzo utalentowany team. Pracujący w nim designerzy, programiści, graficy, dźwiękowcy itd. stawiają przede wszystkim na odmienność swoich produkcji i nie dają się zaszufladkować. Studio zasłynęło głównie za sprawą serii Project Gotham Racing, która dumnie, z wypiętą piersią, stawiła czoła królowi zręcznościowych ścigałek &#8211; serii Need for Speed. I, co ciekawe, pod wieloma względami udało jej się wygrać. Niestety od premiery Project Gotham Racing 4 minęło już sporo czasu, a do dnia dzisiejszego nie mamy żadnych, nawet najdrobniejszych, szczegółów na temat kontynuacji. Nie ujawniono nic, nie wiemy nawet czy PGR 5 w ogóle powstanie. Nie to jest jednak tematem niniejszego artykułu. Jest to zupełnie inna kwestia, na odmienną porę. W tym momencie wypada się zająć pierwszą częścią, całkiem nowego przedstawiciela gier wyścigowych, zatytułowanego Blur. W obliczu przepychu na rynku zastanawiacie się pewnie co tak dokładnie może zachęcić gracza do kupienia właśnie tego projektu. Czytajcie dalej, a jestem pewny, że sami znajdziecie odpowiedź.<br />Ekipa Bizarre Creations to bardzo utalentowany team. Pracujący w nim designerzy, programiści, graficy, dźwiękowcy itd. stawiają przede wszystkim na odmienność swoich produkcji i nie dają się zaszufladkować. Studio zasłynęło głównie za sprawą serii Project Gotham Racing, która dumnie, z wypiętą piersią, stawiła czoła królowi zręcznościowych ścigałek &#8211; serii Need for Speed. I, co ciekawe, pod wieloma względami udało jej się wygrać. Niestety od premiery Project Gotham Racing 4 minęło już sporo czasu, a do dnia dzisiejszego nie mamy żadnych, nawet najdrobniejszych, szczegółów na temat kontynuacji. Nie ujawniono nic, nie wiemy nawet czy PGR 5 w ogóle powstanie. Nie to jest jednak tematem niniejszego artykułu. Jest to zupełnie inna kwestia, na odmienną porę. W tym momencie wypada się zająć pierwszą częścią, całkiem nowego przedstawiciela gier wyścigowych, zatytułowanego Blur. W obliczu przepychu na rynku zastanawiacie się pewnie co tak dokładnie może zachęcić gracza do kupienia właśnie tego projektu. Czytajcie dalej, a jestem pewny, że sami znajdziecie odpowiedź.<br /><img class="postimg" src="http://img52.imageshack.us/img52/1732/oklblurps3okl.jpg" alt="http://img52.imageshack.us/img52/1732/oklblurps3okl.jpg" /><br /><br />Blur to dwa podstawowe tryby rozgrywki: kariera oraz multiplayer. Mimo że na powierzchni nie widać żadnych innowacji, tryb kariery przygotowano całkiem pomysłowo. Dzieli się on na szereg etapów, zakończonych walką z bossem. Jego eliminacja to nie tylko pierwsze miejsce na mecie. Bardzo często musimy spełnić jakiś określony warunek. Swoją drogą, zwykłe przejazdy także często wymagają czegoś więcej niźli pokonania linii mety. Konieczne może być spełnienie dodatkowych celów, np.: kilkukrotne, skuteczne użycie jakiegoś powera; zdobycie określonej liczby Fanów, wykonanie długiego driftu itd. Drobnostki te sprawiają, że gra oferuje doznania, jakich nie znajdziecie u konkurencji. Z drugiej strony, trzeba o tym pamiętać idąc do sklepi. Blur nie jest produktem dla osób oczekujących czegoś pokroju Need for Speed: SHIFT, tudzież Gran Turismo 5. Dziecko studia Bizzare to takie poważniejsze Mario Kart. Poważniejsze, bowiem cała otoczka wyścigów jest w pełni profesjonalna, acz uzupełniona mniej realnymi akcentami.<br /><br />Wśród nich mamy licencjonowane samochody, przyjemny model jazdy (o nim poniżej) oraz trasy, przebiegające w przeróżnych częściach globu. Każda została odpowiednio wymodelowana i wzbogacona drobnymi szczegółami, nadającymi jej nieco bardziej futurystycznego klimatu. Są to najczęściej przejaskrawione światła, dodatkowe neony itd. Dzięki temu, pasują one jak ulał do charakteru rozgrywki. Mnie osobiście do gustu najbardziej przypadła podróż po ulicach Hollywoodu. Ma fajny klimacik, jest wystarczająco długa i dobrze rozstawiono na niej power upy.<br /><br />Wspomniane kilkakrotnie power upy to szkielet zabawy. Przemierzając ulice miast i wiejskie dróżki, cały czas pilnie wypatrujemy rozrzuconych co pewien czas znaczków. Jest ich w sumie osiem, a każdy to odmienna umiejętność dodatkowa, za sprawą której możemy zdobyć przewagę nad wrogiem i, co ważne, utrzymać ją aż do samej mety. Odpalone we właściwej chwili potrafią zdziałać cuda, a zabawa nabiera bardziej taktycznego obrotu. Gracze muszą oceniać swoje opcje i pamiętać, że w każdej chwili może nadejść jakieś nieoczekiwane uderzenie. Czy to w postaci spychających z drogi pocisków; czy też wyładowań elektrycznych, uniemożliwiających swobodną jazdę; a nawet min lub fal uderzeniowych, wyrzucających auto poza trasę. Power upy można dodatkowo wzmocnić dzięki perkom. W ten sposób zamienimy zwykłą osłonę w taran.<br /><br />W tej całej zadymie, gracz zajmujący czołówkę nie jest, na szczęście, z góry skazany na porażkę. Wszystkie dopalacze zostały przygotowane tak, aby wzajemnie się wyrównywały. Na każdy bonus ofensywny, znajdzie się też defensywny i vice versa. Wystarczy po prostu myśleć do przodu i być przygotowanym na każdą ewentualność &#8211; wszak najdrobniejszy błąd może nas kosztować zwycięstwo. Stratę czasem da się zniwelować dzięki nitro, aczkolwiek jest to jedynie chwilowy zastrzyk &#8222;energii&#8221;, a kluczem do sukcesu jest jego umiejętne odpalanie.<br /><br />Blur, jak na czystą zręcznościówkę, wcale nie dysponuje &#8222;ślizgowym&#8221; modelem prowadzenia maszyn. O co dokładnie chodzi? Ano, o to, że w wielu grach samochody zachowują się tak, jakby nie miały styczności z drogą, a miast tego latały ponad nią. W Blur takiego odczucia nie doznałem. Fizyka aut stanowi po prostu wariację tej z Project Gotham Racing 4. Trochę łatwiej pokonujemy zakręty i utrzymujemy odpowiedni kierunek jazdy, jednakże nadal nietrudno stracić panowanie, szczególnie gdy wypadniemy poza asfalt. Występują także różnice pomiędzy samochodami. Trzeba więc pamiętać, że amerykańskie bydlaki pokroju Mustanga zachowują się zupełnie inaczej od japońskiej Toyoty, czy niemieckiego Audi. Dzięki profesjonalnemu podejściu deweloperów, każdy gracz powinien bez problemów znaleźć furę, która spełni jego oczekiwania.<br /><br />Prócz modelu rozgrywek dla jednego gracza, Blur oferuje zabawę wieloosobową. To tutaj zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie. Wszak gracze o wiele skuteczniej wykorzystują dostępny arsenał i są bezwzględni. Osoby liczące na szybką, dynamiczną akcję, przepełnioną przemocą i latającymi dookoła wrakami na pewno nie będą rozczarowane. Multiplayer w najnowszym dziele Bizzare Creations jest bardzo dobrze zbalansowany i oferuje emocje niedostępne w innych grach wyścigowych. Szczególnie przyjemnie rozgrywa się wyzwania ze znajomymi. Wystarczy, że jakiś kumpel posiada Blur i PS3, a w ciągu kilku chwil możemy stanąć z nim do walki na wybranej trasie. Każdy przejazd trafia do rankingu, który następnie przeglądamy i szczycimy się zwycięstwami, tudzież tłumaczymy z porażek. Niestety ranking uwzględnia tylko te konkretne dokonania. Nie ma jednego zestawienia z wszystkimi naszymi osiągnięciami.<br /><img class="postimg" src="http://img16.imageshack.us/img16/4120/bluk.jpg" alt="http://img16.imageshack.us/img16/4120/bluk.jpg" /><br /><br /><br /><br />Technicznie, projekt spełnia oczekiwania. Silnik graficzny napędzający nasze samochody pochodzi z Project Gotham Racing 4. Oferuje zatem szczegółowe modele samochodów, zmienne warunki pogodowe, sugestywne efekty specjalne i wysoką jakość tekstur. Ku mojemu zaskoczeniu, rozbłyskujące dookoła neony i różne dziwaczne efekty świetlne bardzo dobrze wpasowały się w ogólny klimat produkcji i, mimo że, śmigamy rzeczywistymi samochodami po prawdziwych miastach, nie ma żadnych zgrzytów. Nie zwracamy w ogóle uwagi na to, jakże dziwne, połączenie. Liczy się tylko szybka jazda! Minusem w oprawie wizualnej jest natomiast nierówna prezencja tras. Część z nich przygotowano bardzo starannie, inne wyglądają jakby brakło pomysłu. Czasem jest też zbyt dużo kolorów na ekranie, co potrafi dezorientować.<br /><br />Blur okazuje się dużym zaskoczeniem. Z trailerów i screenów wydawało się, że będzie to raczej przeciętna ścigałka, w której postawiono na efekciarstwo, miast na grywalność oraz, choćby skromną, wiarygodność. Nic bardziej mylnego. Bizzare Creations podeszło do swojej produkcji bardzo profesjonalnie, dzięki czemu stworzyli hybrydę rasowej ścigałki z Mario Kart. Efekt końcowy potrafi zachwycić. Wystarczy oczyścić umysł i dać się ponieść zabójczym wyścigom.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 11 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 11 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Liczymy do hmm...500</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=13#p13</link>
<guid isPermaLink="false">13@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[wienc tak jak w temacie ja zaczynam<br /><br />10 - 9 = <strong><span style="font-size: 24px">1</span></strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 11 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 11 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Creative Radeon 9600</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=12#p12</link>
<guid isPermaLink="false">12@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Oto sprzęt dla graczy, którzy nie są maniakami gier 3D.<br /><br /><img class="postimg" src="http://img202.imageshack.us/img202/8550/88077.jpg" alt="http://img202.imageshack.us/img202/8550/88077.jpg" /><br /><br />Karta Creative, oparta na strukturze Radeona 9600, jest najlepszą w cenie do 600 zł, czyli z przedziału dla osób, które okazyjnie chcą pograć w gry z trójwymiarowa grafiką. Jeżeli zdecydujesz się na nią, nie możesz oczekiwać od niej cudów i musisz zaakceptować, że nie wszystko będzie działać płynnie w wysokich rozdzielczościach. Urządzenie Creative'a daje sobie jednak nieźle radę w niższych rozdzielczościach (1024x768), bez dodatkowego wygładzania krawędzi i filtrowania anizotropowego. Radeon 9600 obsługuje sprzętowy DirectX 9, co oznacza, że możesz korzystać z najnowszych efektów, nie płacąc więcej niż 600 zł. Niestety, będzie to zaledwie pokaz slajdów, gdyż moc obliczeniowa opisywanego procesora graficznego jest o wiele za mała.<br /><br />Z kartą dostajesz niestety bardzo mało, a mianowicie tylko płytę instalacyjną i instrukcję obsługi.<br /><br />Z jednej strony możesz się ucieszyć, bo nie zainstalowano wentylatora na radiatorze, w czasie gry komputer generuje więc mniej hałasu. Z drugiej jednak, nie masz co liczyć na podkręcanie tej karty bez zainstalowania wentylatora]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 11 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 11 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Windows Movie Maker 2.6 pl</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=11#p11</link>
<guid isPermaLink="false">11@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Windows Movie Maker 2.6 pl <img class="postimg" src="http://g1.idg.pl/idg/gfx/ftp/ftp_polska3.gif" alt="http://g1.idg.pl/idg/gfx/ftp/ftp_polska3.gif" /><br />Prosty, intuicyjny i darmowy edytor wideo,<br />dzieki któremu nie musisz kupować drogich aplikacji,<br />aby wykonać podstawową obróbkę filmów z wakacji lub urodzin.<br /><br /><strong><span style="color: red">Link : </span> </strong> <a href="http://download.microsoft.com/download/2/e/3/2e33cda0-9eea-4308-b5a6-2e31abad6523/MM26_PL.msi" target="_blank" rel="nofollow">http://download.microsoft.com/download/ &hellip; M26_PL.msi</a>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 11 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 11 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Firefox</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=10#p10</link>
<guid isPermaLink="false">10@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Firefox ( Dodatki do Omijanie limitów na Megavideo )<br />Najciekawsze funkcje programu:<br />- przeglądanie w panelach - dzięki temu surfowanie po Internecie staje się szybsze i bardziej wydajne.<br />- blokowanie wyskakujących okienek - Firefox domyślnie blokuje wszystkie wyskakujące okna.<br />- wbudowany prosty czytnik kanałów RSS i Atom.<br />- bardzo szybkie wczytywanie stron.<br />- możliwość instalacji dowolnych wtyczek, dodatków i rozszerzeń, które wzbogacają funkcjonalność programu.<br />- duży stopień bezpieczeństwa przeglądarki, szybkie aktualizacje ewentualnych dziur.<br />- wbudowane miejsce na wyszukiwarki, gdzie możesz dodać dowolną wyszukiwarkę.<br />- możliwość zmiany skórki.<br />Bardzo ciekawym dodatkiem do Firefoksa są rozszerzania, które można dodatkowo doinstalować, rozszerzając przy tym jej możliwości.<br /><br /><br /><strong><span style="color: red">Link : </span> </strong>http://download.mozilla.org/?product=firefox-3.0&os=win&lang=pl]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 11 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 11 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=9#p9</link>
<guid isPermaLink="false">9@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[[imgl]http://www.eprogramy.net/grafika/2010/01/illimitux.jpg[/imgl<br />]Jeśli zdarza Ci się oglądać filmy, czy seriale w serwisie Megavideo,<br /> to z pewnością nie raz natknąłeś się na ograniczenia dla osób,<br /> nieposiadających konta PRO. Jednak nie martw się &#8211; jest na to i darmowa rada.<br />Wystarczy skorzystać z darmowego dodatku do Firefoksa o nazwie Illimitux.<br /> Dzięki niemu, będziemy mogli obejrzeć dowolne video, bez obawy o limity.<br />Działa na bardzo prostej zasadzie &#8211; na stronie,<br /> gdzie umieszczone jest video z serwisu Megavideo wystarczy kliknąć w przycisk &#8220;Remove limitation&#8221; na dymu,<br /> który pojawi się w prawym dolnym rogu Firefoksa.<br /> Po kliknięciu zostaniemy przekierowani na stronę, gdzie zobaczymy dowolnie długie video, bez żadnych ograniczeń.<br /><br /><strong><span style="color: red">DownLoad : </span></strong> <a href="http://www.illimitux.net/addon" target="_blank" rel="nofollow">http://www.illimitux.net/addon</a><br /><br /><img class="postimg" src="http://www.eprogramy.net/grafika/2010/01/illimitux-1-m.png" alt="http://www.eprogramy.net/grafika/2010/01/illimitux-1-m.png" /><img class="postimg" src="http://www.eprogramy.net/grafika/2010/01/illimitux-2.jpg" alt="http://www.eprogramy.net/grafika/2010/01/illimitux-2.jpg" />]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 11 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 11 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>The Best AntyVirus</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=8#p8</link>
<guid isPermaLink="false">8@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Proponuje wam tego ( <strong><span style="color: red">WARING !!! : Jest on płatn</span></strong> ) ale skuteczny&nbsp; Sam go używam<br /><strong><span style="color: red">Link : </span></strong> <a href="http://www.all-internet-security.com/top_10_antivirus_software.html" target="_blank" rel="nofollow">http://www.all-internet-security.com/to &hellip; tware.html</a><br />Na Stronie Znajdziesz Wiele Wiencej :d<br />Screen :<br /><img class="postimg" src="http://www.all-internet-security.com/images/ais_editorchoice2.gif" alt="http://www.all-internet-security.com/images/ais_editorchoice2.gif" /><br /><img class="postimg" src="http://www.all-internet-security.com/images/antiphishing-virus-protection.gif" alt="http://www.all-internet-security.com/images/antiphishing-virus-protection.gif" /><br /><img class="postimg" src="http://www.all-internet-security.com/images/scan-trojan-update.gif" alt="http://www.all-internet-security.com/images/scan-trojan-update.gif" /><br /><img class="postimg" src="http://www.all-internet-security.com/images/shield-deluxe-2009.gif" alt="http://www.all-internet-security.com/images/shield-deluxe-2009.gif" />]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 11 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 11 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Szybki Scan Komputera ...</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=7#p7</link>
<guid isPermaLink="false">7@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" src="http://wasza-trasa.co.uk/upload/images/porady/wirusy/skaner-mks-vir.jpg" alt="http://wasza-trasa.co.uk/upload/images/porady/wirusy/skaner-mks-vir.jpg" /><br /><br /><strong><span style="color: red">Link : </span> </strong> <a href="http://www.mks.com.pl/skaner/" target="_blank" rel="nofollow">www.mks.com.pl/skaner/</a>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 11 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 11 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Internet ( Google Chrome )</title>
<link>http://www.mypc.pun.pl/viewtopic.php?pid=6#p6</link>
<guid isPermaLink="false">6@http://www.mypc.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<img class="postimg" src="http://www.google.com/chrome/intl/pl/images/dlpage_alt.jpg" alt="http://www.google.com/chrome/intl/pl/images/dlpage_alt.jpg" /><br /><br /><br /><strong><span style="color: red">LINK : </span></strong>&nbsp; <a href="http://www.google.com/chrome?hl=pl" target="_blank" rel="nofollow">http://www.google.com/chrome?hl=pl</a>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 11 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 11 Czerwiec</comments>
</item>
</channel>
</rss>
